Szukaj

MY NAME IS WOMAN - CHAPTER 5 - ALEKSANDRA POPŁAWSKA

MOOIO, 16 marzec 2018
MY NAME IS WOMAN - CHAPTER 5 - ALEKSANDRA POPŁAWSKA

Olę poznałam kilka lat temu. To jedna z tych znajomości, która trwa i ma swoją moc nie związaną z żadną konkretną materią. Inspiracja - tym jednym słowem mogę określić Olę, kim dla mnie jest? Inspiracją w pełnym znaczeniu.

Na spektakle w reżyserii Oli lub z jej udziałem zawsze idę z ciekawością małego dziecka, z wypiekami na twarzy nastolatki i wychodzę z teatru ze światem dojrzałej kobiety rozbudowanym do granic niemożliwości. Coś trzeszczy u podstawy czaszki i uruchamia pełną gamę obrazów, powoduje zwolnienie, refleksję, czasami łzy.

Jest dla mnie esencją kobiecości, świadomości, talentu i nieprawdopodobnej emaptii dlatego kiedy spotkałyśmy się przy realizacji kamapnii mojej najnowszej kolekcji Time’s Up’ 18 nie miałam najmniejszych wątpliwości, że Ola będzie najwspanialsza w roli My name is Woman.

Chociaż wiem, że to nie była rola, to była Ola, cała ona.

Kiedy kolekcja Time’s Up’ 18 powstawała w mojej głowie inspiracją była wspaniała Patti Smith, moja inspiracja i autorytet. Pomyślałam wtedy, to jest kobieta MOOIO.
Po skończonej kampanii już wiem, że polską Patti Smith jest 
Ola Popławska. Że dla mnie jest Patti Smith.


Maga Ibarra


MNIW: Potrafisz w kilku słowach opisać siebie?

Aleksandra Popławska: Nie, nie potrafię. Nie wiem kim jestem i jaka jestem, nie zastanawiam się nad tym, po prostu żyje. To trudne zagadnienie bo od razu pojawia się pytanie czy jestem taka jaką siebie widzę codziennie w lustrze, czy taka jaką widzą mnie inni. Inni czyli którzy? Przyjaciele czy wrogowie? Moja córka twierdzi, że zazwyczaj jestem „oazą spokoju”, ale zdarzają się sytuacje, kiedy zmieniam się w potwora. Na przykład przed premierą, wtedy lepiej … zejść mi z drogi. To bardzo stresujący czas. Denerwuję się, kiedy coś idzie nie tak jak sobie wyobrażam i to się odbija na bliskich. Na szczęście poza takimi intensywnymi okresami jestem wyluzowana, odzyskuje spokój i równowagę. Zdecydowanie wole być „oazą spokoju”. (śmiech)


  


Czyli „kobieta zmienną jest”?

Myślę, że każda z nas ma różne oblicza, w zależności od samopoczucia, od fazy cyklu, od momentu w życiu i od poziomu hormonów. My kobiety jesteśmy bardzo skomplikowanymi istotami. Mężczyźni mam wrażenie posiadają prostszą konstrukcje. Ja u siebie rozróżniam dwie fazy, miesiąc u mnie dzieli się na pół. Jest faza euforii i szczęścia, która przechodzi w fazę przygnębienia, staram się nie umawiać wtedy na spotkania, bo nie jestem specjalnie rozmowna.

Dużo pracujesz - seriale, filmy, teatr - jak sobie radzisz z kryzysami w pracy i ze stresem? 

Stres pojawia się najczęściej wtedy, gdy muszę robić coś, czego zupełnie nie czuję. Na przykład, gdy reżyser prosi, żebym zagrała inaczej niż podpowiada mi moja intuicja, lub wprowadza mnie w emocjonalny błąd, wtedy się zamykam i blokuje. Choć staram się walczyć o moje rozwiązanie. Jeśli chodzi o kryzysy, to czasem, jak bardzo skupie się na temacie i na pracy, udaje mi się je opanować. Dlatego lubię pracować, szczególnie nad dużymi, wymagającymi projektami. Pracując nie myślę o tym, co mnie boli lub denerwuje. Wpadam w trans, co bywa przyjemne, ale bywają momenty, że kryzys i stres mają nade mną przewagę.

Nie wiem, czy zgodzisz się ze mną, ale mam  wrażenie, że my, kobiety, mamy zdolność wpędzania się w poczucie winy. Może powinnyśmy wreszcie pozwolić sobie na bycie zmiennymi, na różne nastroje i akceptować te „gorsze momenty”?

No cóż, większość z nas dąży do ideału, każda z nas chce być perfekcjonistką. To powoduje, że same siebie karcimy za nasze słabości. Chcemy być fajniejsze, bardziej zaradne życiowo, atrakcyjniejsze. To negatywny wpływ rzeczywistości, która nas atakuje kolorowymi reklamami, uśmiechniętymi dziewczynami, które zalotnie i zwycięsko patrzą na nas z okładek gazet. W mediach społecznościowych każdy – i każda - pisze o swoich sukcesach. Trudno przyznać się do słabości, bo tego społeczeństwo nie akceptuje. Wystarczy, że w prasie w kilku zdaniach powiedziałam, że w rodzinie był problem alkoholowy, a już pojawiły się krytyczne głosy w mojej rodzinie. Niektórzy byli oburzeni, po co to opowiadam, sami nie mając pojęcia, co tak naprawdę się działo, bo nigdy wcześniej nie mówiło się o tym co złe.


 


Trzeba się uśmiechać i pokazywać wszystkim, że „jest fajnie”. Tylko ja zawsze wyobrażam sobie, że być może gdzieś jest młoda dziewczyna, u której w domu jest podobny problem i która ma z tego powodu kompleksy. Może, po przeczytaniu moich słów uwierzy w to, że nie jest wcale gorsza, że jej też „uda się” w życiu. Młodzież w ogóle ma duże problem z samoakceptacją. Nastolatki mają w głowie jakiś nieistniejący wzór, do którego próbują się dopasować. To dotyczy już bardzo młodych dziewczyn, w wieku mojej Antoniny. Kiedy ja byłam nastolatką, nie przywiązywałam tak wielkiej wagi do wyglądu, do ubioru, prawie się nie malowałam…

To były czasy bez Internetu, bez Facebooka i Instagrama. W mediach społecznościowych ciągle pokazywane są idealne – czyli wychudzone i umięśnione - ciała, często wyidealizowane w Photoshopie. Myślisz, że kiedyś łatwiej było żyć? 

Były plusy i minusy. Na pewno ludzie więcej rozmawiali ze sobą, a miejsce spotkań nie było na jakimś wirtualnym portalu, spotykaliśmy się na ławce przed blokiem. Byliśmy równi pod względem ciuchów, nikt się nie prześcigał w noszeniu coraz to lepszych markowych rzeczy. Mimo wszystko nie chciałabym się cofnąć do tamtego czasu. To co przeżywamy tu i teraz może być fajne, tylko trzeba umiejętnie z tego korzystać i wyciągać to co najlepsze z mediów społecznościowych i innych współczesnych wynalazków.

Jaki jest w ogólne twój stosunek do ubrań i do przebierania się? To w końcu element twojej pracy scenicznej. Czy kostium jest ważny?

Bardzo ważny. Kiedy w czymś źle się czuję, wydaje mi się, że też źle gram. Moim zdaniem kostiumy robią 50 procent roli. Wyobraźmy sobie na przykład, że mam zagrać pijaną, zaniedbaną kobietę, a dostaję do założenia idealnie wyprasowane, nieskazitelne ubranie. No i mam problem, wiem, że tak ubrana nie będę wiarygodna. Myśląc o postaci, budując ją, widzę jak powinna być ubrana, czym powinna pachnieć. Często jest tak, że jeśli współpraca dobrze się układa, sama przynoszę jakieś propozycje, sama szukam i liczę na zrozumienie kostiumografa.



Nie masz nigdy problemu z mówieniem tego, co myślisz?

Nie zawsze jest mi łatwo mówić, że coś mi się nie podoba, ale mówię, bo chcę pozostać w zgodzie ze sobą. Podejrzewam, że łatwiej żyje się ludziom, którzy potrafią kombinować, nie zawsze mówić szczerze. Gdy nie odpowiada mi coś w scenariuszu, nie umiem tego ukryć. Jeśli mam grać jakąś postać, muszę dobrze czuć się z kwestiami, które dla niej napisano. Ogromnie ważna jest przy tym intuicja. Raz mówi mi: musisz koniecznie założyć ten płaszcz, innym razem każe mi natychmiast go ściągnąć. Słyszę jakiś wewnętrzny głos, który podpowiada, co mam zrobić. A czasami słyszę córkę, która mówi: „w tym lepiej nie wychodź z domu” (śmiech).

Ten wewnętrzny głos jest chyba dowodem, że znasz siebie. I że potrafisz o siebie walczyć, także w pracy.

Staram się mówić to, co czuję. Uważam, że to jest uczciwe. Zresztą inaczej nie potrafię, od razu widać, że kłamie. Na szczęście nie często zdarzają się sytuacje, kiedy nie mam wyjścia i muszę zrobić coś, w co nie do końca wierzę. Dużo więcej jest momentów, gdy dostaję wolną rękę. Gdy kręciliśmy „Watahę”, mieliśmy możliwość przedyskutowania pewnych kwestii w scenariuszu. Miałam dość dużą swobodę  i wydaje mi się, że widać to na ekranie, że moja rola wypadła przez to wiarygodniej.

Jaka jesteś w roli matki? Chodzi mi o prawdziwe życie, poza ekranem. Czy łatwo jest być mamą nastoletniej dziewczyny?

Wcale nie jest łatwo być mamą, zwłaszcza takiej mądrej córki jak moja. Staram się być wyrozumiała, tolerancyjna, chcę być partnerką w rozmowie. Antonina jest w fazie dojrzewania, co wiąże się z różnymi nastrojami, miewa trudniejsze momenty, ale jest tez bardzo dojrzała jak na swoje dwanaście lat, świadoma siebie i tego, co chce robić w życiu. Najważniejsze, że lubi siebie, nie ma kompleksów, co w tym wieku jest rzadkością. Mam nadzieję, że to się nie zmieni. Podziwiam ją i zawsze staram się być blisko. Uważam, że dziecko powinno móc zwrócić się do rodzica z każdą sprawą. Czasem jednak młodzi ludzie mają opory, choćby dlatego, że zderzają się z brakiem zrozumienia. Znam wiele takich przypadków. Problemy powstają z banalnych rzeczy. Dziecku wydaje się, że coś jest dramatem, końcem świata, a rodzic uważa to za mało istotną sprawę, więc ją bagatelizuje. Dzieci dzwonią do telefonu zaufania z pytaniem, czy sprawa, która ich dręczy, jest poważna? Bo nie chcą rodzicom zawracać głowy. To bardzo smutne.

Olu, chciałabym zapytać o twoje relacje z innymi kobietami? Przyjaciółki, koleżanki z pracy i spoza pracy – czy są dla ciebie ważne?

Pochodzę z rodziny silnych kobiet. To one były zawsze dla mnie najważniejsze, zresztą w mojej rodzinie rodzą się prawie same kobiety – mam w Warszawie siostrę i trzy piękne i mądre kuzynki, tylko jedna ma synka, pozostałe dzieci to córki, moja babcia ma cztery wnuczki i dwie prawnuczki, moja kochana kuzynka która mieszka na Śląsku też ma dwie córki, w tym jedną Aleksandrę. Zawsze byłam otoczona wspaniałymi silnymi kobietami. Kobiety dają moc i energię. Są skomplikowanymi istotami, ale jestem ich bardzo ciekawa, podziwiam ich siłę. Jestem pełna podziwu zwłaszcza wobec tych, które potrafią coś ważnego zrobić dla innych, porwać ludzi do działania, na przykład zorganizować Marsz Kobiet, wyciągnąć na ulice tysiące innych Polek, zrobić wielką akcję charytatywną, działać na rzecz potrzebujących . Uwielbiam kobiety z pasją, podziwiam Annę Dymną, Ewę Błaszczyk, Dorotę Sumińską, Krystynę Jandę albo wspaniałą Janinę Ochojską. Moją idolką jest i była Kora. Podziwiam też kobiety, które walczą z codziennością każdego dnia. Podziwiam moją mamę, babcie i siostrę. Każda z nich ma silny charakter i wielką charyzmę. Silne i aktywne kobiety to wzór, także dla dzieci. Dziecko obserwując swoją mamę uczy się od niej wzorów i postaw.



Jakim wzorem możemy być dla naszych córek, czego powinnyśmy ich uczyć?

Akceptacji siebie i tego, że człowiek składa się z wad i zalet, tolerancji, empatii i uczciwości. Przynajmniej dla mnie to najważniejsze cechy. Czy tego można nauczyć? Nie wiem. Podstawą jest rozmowa, więc odłóżmy na chwile telefony komórkowe i porozmawiajmy z naszymi dziećmi. Nie raz na miesiąc, ale codziennie, choć przez chwilę.


Zdjęcia: Nat Kontraktewicz dla MOOIO / Kolekcja Time's Up' 18

Projekt: MOOIO

Tekst: EWa Rogala

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj