Szukaj

Zmartwienia? Dziękuję nie biorę...

MOOIO, 8 maj 2019
Zmartwienia? Dziękuję nie biorę...

Od dziś moje “(…) zmartwienia mają kolor minimum (…)” 

[A. Camus]

    Koniec majówki nastroił mnie bardzo refleksyjnie… Majówka, żadna specjalna okazja do refleksji, ale pierwszy raz od pół roku znalazłam chwilę dla siebie, na przemyślenia i na odpoczynek… Przez ostatnie kilka miesięcy skupiona na spełnianiu marzeń i obowiązkowym w dużym mieście poszerzaniu horyzontów, biegałam z miejsca na miejsce, z zajęć na zajęcia, z metra do pracy i z powrotem… Liczyłam nerwowo minuty w samochodzie, zdążę, czy nie dam rady i coś znów mi przepadnie… Zaklinałam korek, opóźnienia, nieprzewidziane wypadki i natłok pracy w pracy. Przegapiłam setki ciekawych filmów w kinie i nie przeczytałam do końca prawie żadnej książki. Wydałam za dużo pieniędzy i znów nie zaczęłam oszczędzać. I tak, przez kilka miesięcy, stałam się najszybciej przemieszczającą się po stolicy kulą zmartwień i obowiązków… Aż udało mi się zatrzymać… Zadałam sobie pytanie, co się stanie, jak się faktycznie spóźnię… Szybko doszłam do wniosku, że pewnie nic specjalnego. Co stanie się jak przepadnie mi wizyta u ortodonty ? Nic, po prostu wyznaczę i poczekam na następną. Czy będę kiedyś już nawet nie w dojrzałym wieku, a stara ? Na pewno, taka jest kolej rzeczy, ale jaka jest starość będę się mogła przekonać dopiero jak jej doświadczę. Czy będę chora ? Być może, i wtedy dopiero zacznę się źle czuć, a dziś będę korzystać z tych momentów kiedy zdrowie szwankuje mi tylko czasem. Czy przytyłam ? No odrobinę i świat się nie zawalił, mam więcej czasu na bieganie może uda mi się schudnąć a jeśli nie, to czy moje życie zmieniło się na gorsze ? Wcale, więc nie warto było marnować wieczoru na nerwowe myślenie, o kilometrach, które przebiec powinnam, a tego nie zrobiłam… Jak już odpowiedziałam sobie na te wszystkie, jeszcze niedawno, bardzo niewygodne dla mnie pytania zdałam sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach popadamy w nałóg zamartwiania się… w nałóg, który odbiera nam radość życia i sieje w nas spustoszenie podobnie, albo nawet bardziej niż inne używki typu alkohol i narkotyki. Myślimy o rzeczach, które nam się nie przytrafiły, ale mogłyby… o tym co wciąż mamy, ale moglibyśmy przecież kiedyś stracić. I tak bez końca, bo przecież lista katastroficznych hipotez nie zna ograniczeń… 


ZMARTWIENIA, DZIĘKUJĘ, NIE BIORĘ.


Więc zmartwienia ? Dziękuję, nie muszę, to już nie biorę, a jak się zmaterializują, będę po prostu szukała rozwiązań… Inaczej to jak niepotrzebna odpowiedź na pytanie, które wcale jeszcze nie padło. Weekend spędziłam cudownie przyziemnie, leniwie, w deszczu, w środku zieloności i daleko od miasta, gdzie rozgrzewaliśmy się rozmowami o niczym, nicnierobieniem, spokojem i małymi przyjemnościami. Takie miejsca i dni są w nas, nie ma ich w kalendarzu, ani na żadnej mapie. Jak w PRL-u w sklepie, wywiesiłam na drzwiach duszy kartkę REMANENT. Pierwszomajowa inwentaryzacja zmartwień zakończona. Tych realnych nie ma za dużo i od dziś “mają kolor minimum”. Długo musiałam biec z plecakiem pełnym wyimaginowanych trosk, żeby w końcu to zrozumieć...


Tekst i zdjęcie: Agata Maczugowska

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów

Cena zestawu: %bundleSum%
Anuluj